Międzynarodowy Festiwal Autorów Zdjęć Filmowych Camerimage – w świecie pięknych obrazów i drogich kamer

Przygotowując się do wyjazdu na Camerimage 2016 (choć był to zamysł mocno spontaniczny) przeczytałam zabawny wpis na Facebooku: „Wpadajcie jutro na spotkanie studentów szkół filmowych, kto jeszcze jest w Bydzi”.

Bydzia – zastanowiłam się. Bydgoszcz i Bydzia. Żartobliwe zdrobnienie ocieplające wizerunek miasta wcześniej zapomnianego przez filmowców. Przeprowadzka Camerimage z Łodzi do Bydgoszczy zadziałała na festiwal niczym literacka soma z Nowego wspaniałego świata Aldousa Huxleya. Efekt? Miasto tętni życiem, festiwal stawia na rozwój, organizatorzy sprowadzają gości zza oceanów, a program nie pozostawia pola do nudy. Kolejne w Polsce branżowe przedsięwzięcie, w tym przypadku ukierunkowane na operatorów, które – przy całym tym jazzie – pozwala obejrzeć bardzo dobre filmy.

W tym roku nie zawitałam na długo, ale i tak pobyt w Bydgoszczy wystarczająco pobudził zmysły. Sam spacer nad Brdą wieczorową porą, gdy z daleka widać już dumnie oświetloną Operę Novą, wprowadza magiczną atmosferę.

Opera Nova

Opera Nova

Przy całej powadze festiwalu i jego „branżowości”, skupieniu na operatorskim rzemiośle i wymogach tego zawodu, kino zaproponowane przez Fundację Tumult (podmiot organizacyjny festiwalu) jest niezwykłe. Obrazy silnie oddziałują na emocje, pobudzają wyobraźnię, a tym, którzy przyjeżdżają na festiwal po raz pierwszy, otwierają oczy na nowy wymiar kina – uświadamiają, że można coś pokazać „inaczej”, głębiej i więcej.

Opera Nova - przed wejściem

Opera Nova – przed wejściem

Paradoksalnie, festiwal skupiony na zdjęciach, a sam najbardziej rozpoznawalny po muzyce. Nie znam drugiego polskiego festiwalu identyfikowanego po wykorzystywanym motywie muzycznym. Mowa tu o fragmencie z ścieżki dźwiękowej do filmu Ostatni Mohikanin (reż. Michael Mann) skomponowanej przez Jonesa Trevora oraz Randy’ego Edelmana.

Tegoroczna publiczność wyjątkowo żywo reagowała na to, co działo się na dużym ekranie (do historii przejdzie oklaskiwany Biskupin z klipu promującego miasto) oraz na to, co działo się na sali. Napisy końcowe to czas na wiwat nie dla aktorów czy reżyserów, tylko właśnie dla autorów zdjęć filmowych, rzadko pokazujących się publicznie, rozpoznawanych jedynie po nazwiskach i wyselekcjonowanych przez siebie kadrach.

Paul Sarossy i Atom Egoyan,

Paul Sarossy, autor zdjęć, i Atom Egoyan, reżyser filmu „Remember” przed projekcją

Na tegorocznej edycji, jak zwykle, goszczono wiele wartych uwagi nazwisk, ale miło zaskoczyła mnie wystawa zdjęć Jessiki Lange (aktorka: American Horror Story, Tytus Andronikus) w BWA, która w tym roku towarzyszyła festiwalowi. Kolekcja reprezentowała głównie własne impresje aktorki oraz cykl zdjęć poświęcony podróżom po Meksyku. Wszystkie wywołane w czerni i bieli pokazywały człowieka. Wykadrowane twarze i sylwetki postaci obserwowane są raczej z „bezpiecznej” odległości. Szkoda, bo prezentowane zdjęcia poruszają wiele istotnych tematów, jednak wrażenie inscenizacji zaciera ich dokumentalny wymiar.

Dla kogo jest ten festiwal?

Festiwal jest przede wszystkim skierowany do autorów zdjęć filmowych, zarówno profesjonalnych, jak i studentów. Organizatorzy starają się, by zadbać o wszystkie sfery rozwojowe, z jakich korzysta operator. Na pierwszym piętrze w holu czekają stoiska z nowinkami technologicznymi z branży video-foto i wydawcy czasopism, w sali seminaryjnej odbywają się warsztaty operatorskie, a na salach kinowych projekcje najbardziej wyselekcjonowanych pod względem wizualnym filmów. Różnorodność konkursów oferuje wiele możliwości, również dla młodych: konkurs filmów krótkometrażowych, debiutów, również ukłon w stronę wideoklipów. Myślę, że każdy operator marzy, by choć raz otrzymać Złotą Żabę. To chyba ten jedyny raz, gdy kamera skupia się tylko na nich.

Camerimage

Camerimage

PS: Dla dociekliwych:

Zaszufladkowano do kategorii Festiwale polskie | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Filmowa Sycylia, czyli na kawie u Don Corleone oraz rzut oka na Taobuk Book Festival

W tym roku postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym. Wakacje zaplanowałam tak, by móc poleżeć na plaży i zwiedzić filmowe miejsca największej wysypy basenu Morza Śródziemnego. Czymże jest bowiem urlop bez odrobiny kultury?

Po 10 latach przerwy wróciłam do ukochanych Włoch i po raz pierwszy w życiu wybrałam się na kwitnącą cytrusowymi krzewami i estetyką Sycylię. Tak – też od razu pomyślałam o klasyku Ojcu chrzestnym oraz o tym, by zawitać do miejscowości z nim związanej.

Savoca (prowincja Mesyna) to niewielkie miasteczko leżące w górach i lokacja dla sceny ślubu Michaela Corleone z Apollonią kręconej w 1971 roku. Władze potrafią wykorzystać ten filmowo-turystyczny potencjał i przyciągnąć turystów hen, hen wysoko, by zobaczyli oni słynny kościół i wypili bardzo drogie espresso w jedynym barze. W ten sposób w miasteczku kwitnie turystyka filmowa i choć samych mieszkańców w Savoce żyje niecałe 2 tysiące, to przyjeżdża tu mnóstwo turystów. Komunikacja autobusowa do miasteczka jest w miarę dobra, choć droga wyjątkowo kręta – zdecydowanie dla miłośników Ojca chrzestnego, podróżników o mocnych nerwach i bez lęku wysokości.

Savoca

Z autobusu wysiada się na Via Pineta, przy której znajduje się niewielki plac (Piazza) Fossia z barem, a tuż obok restauracja, czy raczej bardziej odpowiadające temu miejscu słowo – trattoria. Turystów wita się znanym wszystkim motywem muzycznym z Ojca chrzestnego (kompozycji Nino Roty) oraz pamiątkami z jego wizerunkiem.

Il Padrino

Il Padrino

Taxi Service

Taxi Service

Na placu mieści się pomnik – dosyć oryginalny, jak na tak bogatą kulturę Włoch, ponieważ jest to wyszlifowana w szkle sylwetka Francisa Forda Coppoli. Rzeźba nie tylko odbija światło, ale też zlewa się z tłem, jakoby reżyser zawsze był częścią tej miejscowości. To właśnie symboliczny gest gościnności Włochów.

F. F. Coppola

F. F. Coppola

Na placu można złapać taksówkę i za 5 Euro za osobę objechać miasteczko i zwiedzić jego filmowe miejsca. My jednak, mając 2 godziny zapasu, postanowiliśmy się przejść. I dobrze zrobiliśmy – 2 godziny to wystarczająco dużo, by spokojnie pospacerować po Savoce.

Savoca Taxi

Savoca Taxi

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, a w Savoce jedna – do kościoła San Nicolo’ z XIV wieku – tego najsłynniejszego, któremu popularność przyniosła scena ślubu Micheala z Apollonią. Kościół leży jeszcze wyżej niż plac, na którym wysiedliśmy, a zza jego murów widać piękną panoramę – góry i wschodnie wybrzeże Sycylii.

Chiesa di San Nicolo'

Chiesa di San Nicolo’

Chiesa di San Nicolo'

Chiesa di San Nicolo’

W Savoce znajduje się jeszcze Muzeum Archeologiczne, Klasztor z relikwiami Ojców Kapucynów, ale i tak największą atrakcją jest Bar Vitelli, w którym kręcono scenę, gdy Michael poznaje ojca Apolloni. W środku czekają na gości włoskie przysmaki, zdjęcia z filmu, muzyka i upragniony spokój – nawet w godzinach szczytu nie jest to zatłoczone miejsce.

Za co, między innymi, kocham Włochy? Za to, że w Polsce turysta nie pojechałby do wsi położonej godzinę drogi (albo i więcej), by tylko poczuć pewną atmosferę i przejść się tą samą drogą, co filmowy zawadiaka. A w Włoszech robi to ok. 1,5 miliona turystów z całego świata, a sami mieszkańcy są dumni z tego, że tak niewielkie miasto zdobyło taką popularność. To w końcu też sztuka, by na podstawie półtoraminutowej sceny stworzyć legendę i przy tym nieźle działający biznes.

Po kilku dniach zwiedzania wschodniej części wybrzeża nadszedł ten ostatni wieczór przed powrotem. Chciałam go spędzić w sposób niezwykły i tak też się stało. Z Letojanni, w którym przebywałam, udałam się do Taorminy, gdzie 10 września rozpoczynał się Międzynarodowy Festiwal Książki Taobuk. W Taorminie byłam już kilka razy w ciągu tego wyjazdu. Jedną z głównych atrakcji miasteczka jest starożytny teatr grecki z widokiem na Etnę, który w ciągu dnia, w cenie 10. euro, zwiedzają turyści.

Teatr grecki, Taormina

Teatr grecki, Taormina

W tym samym teatrze wieczorem odbywała się gala rozpoczęcia festiwalu – koncert orkiestry Massimo Belliniego z Katanii oraz spotkanie z samym Giuseppe Tornatore. Zobaczyć teatr grecki, subtelnie podświetlony niczym zanikający fresk, wypełniony tysiącem osób to było „coś” (wtedy dopiero budowla odsłania swoje prawdziwe piękno). Koncert umilał tylko czas oczekiwania na gwiazdę tego wieczoru – reżysera Cinema Paradiso. Na spotkanie z nim przyjechali fani z Katanii, obok których siedziałam i z którymi ucięłam sobie włoską pogawędkę. W krótkim wywiadzie na scenie teatru padły pytania o literaturę, ale powracano też do kultowego filmu.

Festiwal Taobuk

Festiwal Taobuk

Festiwal Taobuk

Festiwal Taobuk

Po wyjściu z gali jeszcze raz poszłam na spacer po Taorminie, tym razem patrząc na nią z innej perspektywy. Przy wyjściu czekały srebrne jaguary oznakowane logo Taobuk w znany dla festiwali sposób. To sycylijskie zagłębie sztuki, lokalnej kultury i turystyki aż prosi się o taki festiwal – stała obecność tłumów w mieście zwiększa szanse na jego sukces frekwencyjny.

Tegoroczna edycja pojawiła się pod hasłem Gli Altri – czyli Inni. Już na gali otwierającej festiwal rozwinięto tę myśl – rozmowy o literaturze miały dotyczyć elementu obcości w lokalnej społeczności, pierwiastku inności i indywidualności w samym autorze, zetknięciu różnic kulturowych, którego Sycylijczycy, ze względu na geograficzne położenie wyspy, często doświadczali. Franco Di Mare, Dyrektor Artystyczny festiwalu, w słowie wstępnym festiwalowego katalogu napisał w ten sposób:

„Gli Altri sono lo specchio rovesciato di ciò che noi siamo, uno spechio deformante delle nostre paure e idiosincrasie.”

W moim tłumaczeniu:

„Inni są niczym odwrócone spektrum nas samych, lustrem deformującym nasze lęki i osobliwości.”

W programie znalazły się spotkania wielokrotnie nawiązujące do kultury Bliskiego Wschodu, emigracji i religii Islamu, rozmowy o literaturze w kontekście sycylijskim, politycznym, kulinarnym, a obok nich wykład o tworzeniu strategii promocji literatury. Gościem specjalnym był laureat Nagrody Pulitzera Michael Cunningham.

Znajduję tylko jedno polskie odzwierciedlenie tego festiwalu – Festiwal Conrada w Krakowie. A wszystkim miłośnikom literatury (włoskojęzycznym, bo większość spotkań jest niestety po włosku – i tak szczęście, że nie w dialekcie sycylijskim) polecam lecieć do Taorminy w drugim tygodniu września!

Zaszufladkowano do kategorii Podróże filmowe | Otagowano , , , , , , , | 1 komentarz

Krótko o Nowych Horyzontach, bo wszyscy o nich mówią

Początkującej blogerce trudno jest napisać coś odkrywczego o Nowych Horyzontach kiedy:

      1.Wszyscy o tym piszą
      2.Wszyscy o tym mówią
      3.Wszystkie posty na facebooku tego dotyczą
      4.Wszyscy jadą w tym czasie do Wrocławia
      5.Wszyscy angażują się w festiwal
      6.Są na nim stali bywalcy
      7.Jadą na niego wszyscy studenci zaangażowani w kino
      8.Przyjadą tam osobowości kina artystycznego
      9. Przyjadą tam też początkujący filmowcy
      10.#wrocLOVE
      11.#europejskastolicakultury

    I można by tak wymieniać bez końca.

    Nie będę pisać o filmach, jakie można na Nowych Horyzontach obejrzeć – to już wiecie – kino kontrowersyjne, ambiwalentne, artystyczne, bezkompromisowe. Nowe Horyzonty dla reżyserów, są tym, czym dla stylistów pokazy mody – niekoniecznie się tak ubiorą, ale kopa inspiracyjnego dostaną. Tak samo jest z Nowymi Horyzontami – nie zobaczymy takich filmów w kinach (choć i to, dzięki wielu inicjatywom, się zmienia), ale nawiązania i cytaty do nowohoryzontowych mistrzów odnajdziemy w wielu produkcjach.

    Kino Helios

    Kino Helios

    Znam ludzi, którzy wychowali się na kinie Gutka. Ja do nich nie należę – poznałam je dopiero w 2012 roku, jako studentka. Poczułam wtedy, że zobaczyłam nowy świat i to było dla mnie prawdziwe odkrycie. Po 4 latach przyjechałam do Wrocławia jako, powiedzmy, dojrzały widz. W tym roku wprost zachwyciła mnie retrospektywa Nanniego Morettiego, który jest ikoną sarkazmu we włoskim kinie.

    Nanni Moretti

    Nanni Moretti

    Autografo

    Autografo

    Tak naprawdę chciałabym napisać o organizacji festiwalu. To znaczy o tym, w jaki sposób festiwal filmowy pozytywnie ingeruje w przestrzeń miejską angażując lokalną społeczność i zachowując przy tym ideę imprezy branżowej. W salach kinowych spotkacie filmowców, filmoznawców, krytyków filmowych, ale też Wrocławian. W kinach czekają na was nie tylko filmy, ale też książki, czasopisma, plakaty, dobra kawa. Wyjdziecie z kina, a na Rynku Głównym możecie się zrelaksować na nowohoryzontowej plaży, zabawić w festiwalowym klubie. Ten festiwal to jest organizacyjny majstersztyk, a od organizatorów może uczyć się pół festiwalowej Polski. Myślę, że marzeniem każdego dyrektora jest zbudować taką markę, napędzić taką maszynę festiwalową, która sama się napędza. W tych dniach Wrocław po prostu żyje Nowymi Horyzontami. Warto pamiętać, że za tym stoi niemały sztab ludzi i tym wpisem chciałabym tym wszystkim pogratulować. Kawał świetnej roboty!

    Kino Helios

    Kino Helios

    A co po festiwalu? Nowe Horyzonty ruszają w trasę pokazując nagrodzone filmy i rozprzestrzeniając pogłos wrocławskiej atmosfery.

    Zdjęcie

Zaszufladkowano do kategorii Festiwale polskie | Otagowano , , , | 2 komentarze

Międzynarodowy Festiwal Filmowy, Karlowe Wary, 1-9 lipca 2016

Jadąc na Festiwal Filmowy do Karlovych Var trzeba uzbroić się w cierpliwość. Oprócz całodniowych seansów, na widzów czekają również kolejki po bilety, akredytacje i bezpłatne wejściówki. Można je zdobyć, ale wystać swoje trzeba, co zawsze jest okazją do wymiany kilku zdań z kolejkowym sąsiadem na temat obejrzanych filmów.

Pisząc to myślę sobie, że mój blog już nabiera rumieńców. Minął rok od pierwszego wpisu, a już udało mi się pojechać na 5. najważniejszy/największy festiwal filmowy w Europie. Aj, apetyt rośnie w miarę jedzenia!

By dostać się do Karlovych Var, wsiadłam w Polskiego Busa do Pragi, a następnie (z pomocą mojej czeskiej koleżanki, przyznaję) pociągiem udałyśmy się do celu.

Karlovy Vary

Karlovy Vary, czy po polsku – Karlowe Wary, to urocze miasteczko – liczące około 50. tysięcy mieszkańców, czyste i zadbane, z kolorowo odmalowanymi kamienicami i promenadą. Przez miejscowość przepływa rzeką Tepla, dla której skonstruowane zostały kanały. Stwierdzam, że miasta, które mają dostęp do wody, mają większą atrakcyjność architektoniczną i gospodarczą, ale Ameryki tą myślą nie odkrywam. Po Karlovych Varach świetnie się spaceruje. Nawet między kinami festiwalowymi, z jednego miejsca do drugiego można dojść pieszo.

Karlovy Vary

Karlovy Vary

Promenada

Kolumnada

Nie dziwię się organizatorom, że na festiwal filmowy wybrali właśnie to miejsce. Ruch na promenadzie przypomina najgorętszy okres na rodzimych Krupówkach, na każdym kroku są stragany z lokalnymi przysmakami, piwem lub pamiątkami. Połączenie atrakcyjności festiwalu oraz udogodnień miejskich przyciąga kinomanów z całych Czech oraz Europy. Do tego miejsca z pewnością chce się wracać, a świadomość, że zna się już wewnętrzną organizację przedsięwzięcia podsyca chęci, by już organizować przyjazd na następny rok.

KVFF

KVFF wejście

Goście

Kolejki? Kto pierwszy ten…

Tegoroczny festiwal rozgrywał się w aż 8 miejscach. Głównym z nich jest Kino Thermal oferujące 4 duże sale kinowe. Większość filmów konkursowych wyświetlanych jest właśnie tutaj. I choć sale mieszczą po kilkaset osób, to biletów na pokazy brakuje. Kolejka do kas (a jest ich kilka, w różnych miejscach) ustawia się od 4 rano. Na festiwalu panuje ścisła hierarchia akredytacyjna – pierwszeństwo do odbioru biletów/wejściówek mają goście i osoby z akredytacją Industry, następnie Media, na szarym końcu są zwykłe karnety, a już zdobycie biletu „ot, tak, po prostu” graniczy z cudem. Ale można, da się – trzeba się szybko odnaleźć w festiwalowym programie i dobrze zorganizować.

Długie kolejki na pełnym słońcu może nie służą zdrowiu, ale z pewnością nowym znajomościom – od sąsiada szybko dowiesz się, co jeszcze warto obejrzeć i na co zostały bilety. Brak biletów też o niczym nie przesądza – na godzinę przed seansem uruchamiana jest pewna pula biletów nieodebranych przez dziennikarzy i udostępnianych dla pozostałych widzów. Na ekranach nad każdą kasą jest na bieżąco wyświetlana informacja ile pozostało biletów, a ile wejściówek prasowych. Ale nawet gdy ekran wyświetla liczbę zero, nie ma co się załamywać, bowiem jest jeszcze ostatnia szansa – zawsze można stanąć w kolejce do sali kinowej i na 3 minuty przed seansem odstępowane są wole miejsca, na które nie przyszły osoby z biletami. Ale uwaga, szansę na nie mają tylko osoby z karnetem, chociażby tym najzwyklejszym, dlatego warto go kupić (koszt takiego karnetu dla osoby dorosłej to 600Kc, studencki jest tańszy, ale należy okazać dokument potwierdzający status studenta).

KVFF wejście

Akredytacja

Filmowy festyn

Wiadomo, że nie samym kinem człowiek żyje, ale pejzaż czerwonego dywanu, na tle straganów z jedzeniem przypomina festyn lub karnawał, gdzie obok wysokiej kultury i wśród gwiazd ubranych w wieczorowe stroje, ludzie jedzą lody i piją piwo. Ale ta formuła się sprawdza, bo choć obie grupy oddzielone są od siebie bramkami, to bliskość infrastruktury gastronomicznej ułatwia przetrwanie (krótkiej) między-seansowej przerwy.

KVFF wejście

Pod samym kinem Thermal znajdował się namiot z kawą i naleśnikami, stoisko z chrupiącymi bagietkami, które polecali sami organizatorzy festiwalu. Niedaleko nich – stragan z pizzą, ciepłymi daniami, z piwem i napojem gazowanym o smaku malinowym. W każdym razie, jest z czego wybierać.

Bagietka

Najlepszy jest jednak fakt, że festiwal nie pretenduje do bycia imprezą zamkniętą. Na seanse może wejść każdy (przy odrobinie szczęścia), tak jak każdy może wejść przez czerwony dywan do Kina Thermal. Dystans organizatorów do „branżowości” podkreślają filmiki z udziałem nagrodzonych na wcześniejszych edycjach gości rozpoczynające każdy pokaz i prezentujące rozmaite wariacje na temat głównej nagrody festiwalu – smukłej, nagiej kobiety trzymającej tors. I oto Helen Mirren prześladuje owa statuetka, która nie chce zmieścić się na półkę z innymi nagrodami, włącznie z Oskarem, ale nie pozwala sobie, by pozostać zamkniętą w drewnianej skrzynce. Puszczone oczko w stronę widza!

Statuetka

KVFF

O filmach słów kilka

Przede wszystkim – nic wybitnego. Ciekawe propozycje, ale nie arcydzieła, a przynajmniej ja nie trafiłam na żadną perełkę. Z tych, o których warto wspomnieć, z pewnością zapada w pamieć „Blokada” Emina Alpera ukazująca wpływ ciągłego poczucia strachu wynikającego z sytuacji politycznej na psychologię bohatera.

Moją uwagę przykuło również „Chyba śnisz” w reżyserii Petra Oukropeca – propozycja filmu młodzieżowego z elementami parkourowych popisów.

Nie zachwycił czeski dramat rodzinny „Eva Nová” Marka Škopa o podstarzałej aktorce-alkoholiczce, która próbuje uporządkować swoje życie prywatne i zawodowe. Kreacja bohaterki nie wzbudza współczucia, choć aktorka szczerze przyznaje, że żałuje swoich błędów z przeszłości, zaś jej ambicjonalne próby powrotu na scenę wydają się groteskowe. W ostatecznym rozliczeniu Eva Nová pozostaje całkowicie obojętna widzowi.

Jednym z tych obrazów, które zapadł mi w pamięć, jest dokument „Życie animowane” (wchodzący do polskich kin 30 września 2016) w reżyserii Rogera Rossa Williamsa. To dokument śledzący losy chorego na autyzm chłopaka, Owena Suskinda, którego rodzice odnaleźli sposób, by komunikować się z nim za pomocą filmów animowanych Walta Disneya. Bohater zna wszystkie bajki tej wytwórni na pamięć, a film jest swoistą biografią opowiadającą jego historię od narodzin, aż do czasów teraźniejszych. Luki w dokumentacji czasów dzieciństwa, czyli wtedy, kiedy historia pleciona jest z słownych relacji członków rodziny, wizualnie zostają uzupełnione animacjami nadając filmowi pewien sentymentalny styl.

Zjednoczone Stany Miłości

Sala kinowa

Do Karlovych Var, ruszajcie, hej!

Do Karlovych Var warto pojechać przede wszystkim ze względu na panującą tam atmosferę oraz urokliwe miasteczko, w którym warto się zatrzymać nie tylko na sam festiwal. Co do filmów, to cóż – wybierzcie propozycje bliskie waszym gustom, na te najlepsze czekajcie, gdy przyjadą do polskich kin z Cannes czy Berlina.

Przed wejściem

Gazeta festiwalowa

10 rad jak solidnie przygotować się na KVFF!

1. Jak tylko wpadnie Wam myśl, by jechać na KVFF, juz rezerwujcie nocleg. Prawdopodobnie i tak zostało niewiele miejsc, ale spieszcie sie! Najlepiej nocleg rezerwować min. 6 miesięcy przed imprezą!

2. Polecam kupić kilkudniowy karnet. Możecie zarezerwować na nim do max. 3 biletów dziennie, ale przed każdym seansem jest szansa, by wejść na film, co nie wlicza sie w limit karnetowy. Natomiast tę szanse maja tylko osoby z karnetem.

3. Przejrzyjcie program wcześniej – tak by w dniu przyjazdu mieć już plan, na jakie seanse będziecie polować.

4. Lepiej wygospodarować trochę więcej czasu i przyjechać na cały festiwal lub min. 5 dni by wycisnąć z niego jak najwięcej. Sam weekend się po prostu nie opłaca bo:

  • Ok, kupicie karnet, zarezerwujecie bilety na dzieć następny, ale najlepsze filmowe kąski, w tym konkurs główny, zaczyna się w tygodniu;
  • Festiwal się rozkręci, a wy wracacie do domów;
  • Zanim wy się rozkręcicie, wracacie do domu.
  • Do zobaczenia za rok!

    Zaszufladkowano do kategorii Festiwale zagraniczne | Otagowano , | Dodaj komentarz

    Festiwale filmowe jakich nie znacie, czyli film&food porn

    Dobry wieczór!

    Jeżeli tu jesteś to: a) albo się znamy i z sympatii tu zajrzałeś/aś; b) tak daleko zaprowadziły Cię w riserczu internety c) jest to w kręgu Twoich zainteresowań.

    To nie jest blog filmowy. To jest blog o festiwalach filmowych, a to nie jest to samo. Piszę o atmosferze festiwalowej, ludziach, jedzeniu, miejscach, gadżetach, kinach, o filmach również coś wspominam.

    Zasada jest prosta i jest tylko jedna (z czasem może będzie ich więcej) – im częściej będziesz Ty tu zaglądać, tym dalej zajdziemy.

    Zapraszam!

    Zaszufladkowano do kategorii Varia | 1 komentarz

    Imagine Film Festival, Amsterdam 2016, czyli Festiwal Filmów Wykręconych

    Wyjazd na tegoroczny Imagine Film Festival odbywający się w Amsterdamie był strzałem w dziesiątkę. Niektóre angielskie opisy na stronie www.imaginefilmfestival.nl (niby strona ma wersję angielską, ale po przejściu na nią nie wszystkie teksty są tłumaczone) informują, że festiwal chełpi się programem pełnym filmów będącymi efektem wyjątkowej wyobraźni.

    Co to znaczy? Przecież film zawsze jest jej dziełem. Nie mniej jednak, tak zapowiadający się festiwal w mieście „wolnym od wielu zakazów” musi mieć niezwykłą formę.
    I rzeczywiście, taką właśnie ma.

    Harmonogram wypełniony jest wieloma propozycjami, ale szczególnie zahacza o gatunki horroru, science-fiction, kryminału, dramatu i komedii, trafił się też krótkometrażowy western. Uwielbiane tematy to całkowicie nowa wizja świata lub świata rozpadającego się, post-apokaliptycznego, śmierć i zacierające się z nią granice, duchy, zombie, upiory, wampiry – prezentowane w różnorodnych czasach. To już jest wyraźna wizytówka festiwalu, który udostępnia swoje ramy reżyserom, by z kolei oni zaprosili widzów do świata, który w rzeczywistości nie istnieje. To nie jest kino społeczne, zaangażowane, to nie jest festiwal oparty na jednym temacie (jedzenia, mody, sportu itp.). To istna maskarada filmowa, w czasie której liczy się przede wszystkim pomysł i przekonująca do niego forma zrealizowania filmu.

    IFF - plakat

    Get your tickets!

    Na Festiwal nie kupowałam akredytacji, ale poszczególne bilety, które zamawiałam przez specjalny system internetowy. System był w języku angielskim, wymagał rejestracji, ale nie było z nim większych problemów. Bilety w cenach 7.5 lub 10 Euro nie stanowiły zaskoczenia – na holenderskie warunki jest to bardzo przystępna cena. Natomiast przebrnięcie przez szczelnie wypełniony program, kiedy po każdym zarezerwowanym bilecie trzeba było powracać do strony głównej, dostosowanie godzin i dni oraz, najważniejsze, znalezienie ciekawych dla mnie propozycji, zajęło mi cały jeden wieczór. Zapłaciłam i po chwili już odebrałam automatyczną wiadomość: „Thank you for your reservations. The tickets will be waiting for you at the festival desk starting from 14th April”.

    IFF - bilety

    Eye Film Institute

    Główne miejsce festiwalowe jest jednym z najmocniejszych punktów tego wydarzenia. O amsterdamskim „oku” słyszałam już dobre opinie w Polsce, które tylko wzmogły moją ciekawość. Po pierwszym przyjeździe do stolicy Holandii i spojrzeniu na mapę zwątpiłam w dojazd do docelowego miejsca? Eye Film Institute leży nad „drugim” brzegiem miasta. Czy należy tam dojechać naokoło?

    Amsterdam - mapa

    „To nie ma sensu” – pomyślałam za pierwszym razem. Na pewno są promy. Owszem – są, na dodatek bezpłatne, odpływają co 5 minut, a nad postojem promów wisi licznik, który odlicza czas do odpływu następnego. Na promy można dojść przejściem podziemnym przez główną stację kolejową.
    Budynek EYE Film Institute z zewnątrz zachwyca projektem architektonicznym. Zaś wewnątrz, stanowi lokalne centrum kultury filmowej. Jest to bardzo przemyślany kompleks kinowy składający się z sal projekcyjnych, części muzealnej, sklepu z pamiątkami, filmami i książkami, kawiarni, przestrzeni wypoczynkowej oraz sal udostępnianych na czasowe wystawy. Od czwartku było już tam pełno ludzi, w kawiarni brak wolnych stolików, a rodziny z dziećmi zwiedzały część muzealno-interakcyjną.

    Eye Film Institute

    Eye Film Institute

    Eye Film Institute

    Eye Film Institute

    Eye Film Institute

    What is film?

    W świat, który nie istnieje…

    To był mój pierwszy zagraniczny festiwal, więc ciekawa interakcji publiczności postanowiłam pójść na polski film. W tegorocznym repertuarze IFF znalazły się dwie polskie produkcje: „Córki dancingu” Agnieszki Smoczyńskiej oraz „Demon” Marcina Wrony. Ja byłam na tym drugim. Pozytywnie zaskoczyła mnie frekwencja – film wyświetlano w czwartek o godz. 13.20. Przed projekcją wygłoszono słowo wstępne do filmu, w języku holenderskim, ale udało mi się zrozumieć wypowiedzianą informację o śmierci reżysera. Abstrahując od mojej osobistej oceny filmu, nie jestem przekonana czy ten film znalazł się na odpowiednim festiwalu. To znaczy, rozumiem przyczynę (dualizm świata przedstawionego, przenikanie się sfery ziemskiej oraz duchowej), ale z pewnością metafory i kontekst kulturowy, gra dobrze znanymi nam kliszami literackimi, filmowymi i kulturowymi, nie mogły zostać zrozumiane przez Holendrów bez odpowiedniego wprowadzenia. W czasie projekcji było słychać głosy zdziwienia, szepty, czasem gorzki śmiech – oznaki, że film zainteresował.

    Na pokazie Demona

    Kolejną pozycją była niemiecka tragikomedia „Der Bunker” w reżyserii Nikiasa Chryssosa. Do położonego na uboczu domu niemieckiej rodziny przybywa student, który chce wynająć od nich pokój. Małżeństwo oferuje mu bunkier, lecz student pomimo ubogich warunków wyposażenia stancji, decyduje się wprowadzić. Odkrywa, że to dość ekscentryczne małżeństwo ma ośmioletniego syna, Klausa, którego obok dziecięcego wzrostu cechuje dojrzałe oblicze, ale też defekt emocjonalny, spowodowany ojcowskim tyranizowaniem relacji rodzinnych i matczyną nadopiekuńczością (jednym z głównych posiłków chłopca jest wciąż mleko matki, w filmie ukazane jako symboliczne źródło twórczości). Dziwaczności dodaje fakt, że matka Klausa, przypomina raczej Morticię Addams z „Rodziny Addamsów” lub Królewnę Śnieżkę z teledysku do utworu „Sonne” grupy Rammstein, a motywacją jej działań stają się rozmowy z własną… nogą. Film trafnie oddaje klimat napięcia relacji międzyludzkich, autorytatywnych metod wychowawczych oraz redefinuje znaczenie słowa „wolność”.

    IFF

    Kolejną ciekawą propozycją, głównie ze względu na walory wizualne, w tym charakteryzację, była „Nina Forever” duetu braci Bena Blaina i Chrisa Blaina – filmowy hołd złożony zmarłej koleżance, jak tłumaczył po projekcji jeden z reżyserów. Młoda dziewczyna, Holly, na co dzień pracująca w supermarkecie, zacieśnia relację z Robbym, który niedawno stracił ukochaną dziewczynę. Kiedy ma dojść do ich pierwszego zbliżenia, niespodziewanie, spod łóżka, wyłania się zmarła Nina, która nie jest zachwycona nowym związkiem ukochanego. Co więcej, Nina nawiedza bohaterów za każdym razem, gdy przyjdzie im znaleźć się w sypialni. Choć z żadnej strony nie ma zgody na miłosny trójkąt, ta metafizyczna relacja zostaje nacechowana znacznym ładunkiem erotycznym (scena, w której na piersiach młodej Holly pojawiają się martwe dłonie Niny wzbudziła spore poruszenie na sali). Na uwagę zasługuje szczególna kreacja Niny (urodzona w Irlandii Fiona O’Shaughnessy) – postać całkowicie ucharakteryzowana na martwą przy zachowaniu jej kobiecych atrybutów, przypomina gnijącą Pannę Młodą. Nina staje się więc symbolem osoby, która nie chce odejść w zapomnienie, a raczej uosobieniem uczucia strachu bycia zapomnianym. W pamięć zapada kadr, na którym nadzy bohaterowie siedzą w każdym rogu pokoju, są razem, choć tak naprawdę każdy osobno. Reżyserzy sprawnie żonglują elementami zaczerpniętymi z gatunku filmu gore, sentymentalizmu (szczególnie w fotografii, wyblakłych, mglistych kadrach), sensualizmu, erotyki, groteski – tworząc z nich filmowe epitafium.

    Z cyklu filmów krótkometrażowych moją uwagę przykuł ostatni pokazywany short (swoją drogą zwycięski) – „Aquabike” Jeana-Baptiste’a Saurela. To przezabawna historia ekscentrycznego lekarza, który leczy ludzi z traumy styczności z wodą. Pewna dziewczyna zaprowadza swoją przyjaciółkę do tej kliniki, ponieważ, jak tłumaczy, wyjeżdżają razem na Seszele i chciałyby razem popływać. Przyjaciółka natomiast broni się przed jednoznaczną diagnozą lekarza, który widzi w niej wszystkie objawy wodnej traumy spowodowanej „dźgnięciem” przez rybę. Lekarz to behawiorysta, jego metoda polega na ponownym zmierzeniu się traumą, zaś jego rola sprowadza się do odtworzenia tych samych warunków, w których przypadek miał miejsce. Proponuje zatem pacjentce stanąć z rybą „oko w oko”. Rozpoczyna się komiczna sekwencja walki z rybą, która choć jest niewielkich rozmiarów i przypomina rybkę Nemo z animacji, to potrafi przybrać różne postaci. Przeciwnik samego starcia wcale się nie boi i wyzywa bohaterkę na pojedynek przez… smsa. Twórcy „Aquabike” bawią się konwencjami, gagami, absurdem, ale proponują przy tym humor uniwersalny – każdy z nas przecież zna w swoim otoczeniu osobę, która boi się wejść do wody. Reżyser z małej wagi tematu czyni barwną komedię ukazującą wszystkie cechy problemu.

    O werdykcie Jury i nagrodzonych na festiwalu filmach przeczytacie tutaj:
    http://imaginefilmfestival.com/what-is-happening/awards-imagine-film-festival

    Amsterdam pełnym okiem

    Festiwal żyje własnym tempem i z pewnością oferuje wiele rozrywek (pokazów i warsztatów). Miejsce, w którym się odbywa jest samowystarczalne – jest w nim kawiarnia, sale są klimatyzowane, są udogodnienia dla niepełnosprawnych, toalety dostosowane do ilości gości, miejsca wypoczynku. Zabrakło mi jedynie klubu festiwalowego – miejsca poseansowych spotkań dla kinomaniaków, oficjalnie wskazanego przez organizatorów. Ale nie ma co ukrywać – po wyjściu z Eye Film Institute czeka na Was miasto pełne pubów. Wystarczy przepłynąć na drugą stronę promem, który kursuje do późnego wieczora. A co na Was czeka w sercu Amsterdamu, to z pewnością sami odkryjecie.

    Amsterdam - dzień

    Amsterdam - noc

    Zaszufladkowano do kategorii Festiwale zagraniczne | Otagowano , | Dodaj komentarz

    Festiwal Filmowy Pięć Smaków, Warszawa, 2015

    Festiwal Filmowy 5 smaków, czyli smaczny powiew z Dalekiego Wchodu

    Prawda jest taka, że Warszawę znam już dobrze, a kina azjatyckiego nie znam wcale. Będąc dwa dni w stolicy można poznać miasto, ale czy w tym samym czasie jest możliwe, by chociaż zasmakować pierwszymi kęsami kinematografię dalekiego wschodu?

    Kinoteka

    W Muranowie po raz pierwszy

    Przede wszystkim, niezależnie od tego czy na kinie Azji się znamy, czy nie, na tę imprezę zajrzeć warto. Ku mojemu zdziwieniu, karnety festiwalowe wykupiono jeszcze przed planowaną datą końca ich sprzedaży. Pomyślałam wtedy: „To musi być dobre kino, skoro wejściówki rozchodzą się niczym świeże… sajgonki”. Nie myliłam się.
    Dlatego na dzień rozpoczęcia internetowej sprzedaży biletów ustawiłam sobie przypomnienie w telefonie: „5 smaków – bilety!!!”.

    W tym roku organizatorzy zaprosili widzów na chyba ok.80 seansów (chyba, bo to moje własne obliczenia), kilka debat oraz imprez towarzyszących. Filmy – z Chin, Tajwanu, Hong-Kongu, Tajlandii, Indii – wyświetlane były w Kinotece oraz w kinie Muranów. Dla mnie to ostatnie było odkryciem, ponieważ nigdy wcześniej tam nie byłam. Emocje były tym większe, że udało mi się dostać na „tajwańskie arcydzieło wuxia”, czyli tegoroczne danie główne – „Zabójczyni” Hou Hsiao-hsiena. Fantastyczne kino – zarówno Muranów, jak i film, ale o tym drugim zaraz napiszę. Sala kinowa, choć wymalowana jest w soczystą czerwień, to spełnia wszystkie warunki: jest wygodna, ciepła i z dobrą akustyką. Z pewnością tam wrócę!

    Muranów

    O trzech filmach słów kilka

    „Pojechała pierwszy raz na festiwal, obejrzała 3 filmy i teraz wyłoży nam główne nurty współczesnego kina Azji?” Absolutnie, nie. Po prostu napiszę co oglądałam, wspomnę o tym, co myślę, a „nóż widelec” będzie to dla Was wskazówka na przyszły rok.

    Dalekowschodnią przygodę zaczęłam od filipińskiego „Krokodyla” Francisa Xaviera Pasiona. Jest to dramat oparty na faktach, do którego reżyser zdecydował się dołączyć zdjęcia dokumentalne. Historia choć ciekawa, rozgrywająca się na wodach filipińskiej prowincji, nie zachwyca dramaturgią, ale to właśnie zdjęcia plenerów przykuwają uwagę widza. Z pewnością zobaczycie świat, którego wcześniej nie widzieliście, zgrabnie ujęty w różnorodnych kadrach – zbliżeniach i planach ogólnych.

    O „Korporacji” Johnnie’ego To przeczytałam wcześniej na stronie festiwalu. Nie zastanawiałam się zbyt długo – hongkońsko-chiński musical o świecie korporacyjnym w 3D po prosu musiałam zobaczyć (będąc miłośniczką klasyki tego gatunku). Z kolei, gdy mówiłam znajomym na jaki film idę, otwierali szeroko oczy ze zdziwienia. Otóż, mili Państwo, tak jak właśnie przeczytaliście, taki jest ten film – z pełnym poszanowaniem zasad gatunku, wciągającą fabułą i „korpo-choreografią”. I pomimo, że widać w scenariuszu format sztuki teatralnej, jest to kino widowiskowe i rozrywkowe.

    „And the last but not least” – “Zabójczyni” Hou Hsiao-hsiena – zabójczo dobry film i jestem w stanie ocenić to nawet ja, osoba ziewająca w czasie scen walki. Po więcej informacji dotyczących kina wuxia odsyłam na stronę Festiwalu 5 Smaków i do tekstów krytyków specjalizujących się w tej dziedzinie. Ja napiszę tylko tyle, że na tak poetycko wystylizowaną i estetycznie dopracowaną ucztę kinową miałam tego wieczoru ochotę.

    Pięć Smaków

    Festiwalowa grafika

    A co z sajgonkami?

    Odległości pomiędzy Muranowem a Kinoteką z łatwością można pokonać komunikacją miejską, ale „międzyseansowy” głód to już nie taka prosta sprawa. Aby pozostać w azjatyckim klimacie wybrałam się do, mojego ulubionego (przyznaję), wietnamskiego baru Waw Pho na Noakowskiego 14 (niedaleko Politechniki Warszawskiej, 15 minut pieszo od Kinoteki). Pamiętajcie, że festiwal jest w połowie listopada, temperatura nie sprzyja wychodzeniu z domu, ale gorący rosół z warzywami, makaronem, serkiem tofu lub kurczakiem z pewnością pomoże przetrwać festiwalowe dni. Sajgonki też mają. Polecam, bowiem znają się tam na gotowaniu. Na kinie z resztą też, bo samą właścicielkę spotkałam później na seansie „Zabójczyni”. Przypadek?

    Pho

    „Pierwsze koty za płoty” z tym kinem azjatyckim. To jest tak, jak ktoś nigdy wcześniej nie jadł krewetek – najpierw odstręcza, później intryguje. „Zjadasz” i stwierdzasz, że bardzo je lubisz.
    Moim zdaniem – jest to impreza godna polecenia, wyspecjalizowana, niosąca konkretną treść. A jeśli nie masz o tym „zielonego pojęcia” i zamierzasz się wybrać, to nie wiadomo do końca na co trafisz. I tak jest fajnie!

    Zaszufladkowano do kategorii Festiwale polskie | Otagowano , | Dodaj komentarz

    Festiwal Filmowy Dwa Brzegi, Kazimierz Dolny nad Wisłą, 2015

    To nie było kameralne wydarzenie, jak mi się na początku wydawało – na galę zamknięcia przybyło ok. 1000 osób. Festiwal daje poczucie bycia blisko artystów i blisko widza.

    A miasteczko? Rozkochuje w sobie niemalże o pierwszego przyjazdu – pełno tu zgiełku dochodzącego z rynku, ale też spokoju chowającego się w bogatej roślinności. Kazimierz Dolny już w dwudziestoleciu międzywojennym był wakacyjną przystanią artystów. Od tego czasu niewiele się zmieniło.

    Przedstawiam Wam jedynie kilka fotek:

    Kocham Kino Cafe

    Margarethe von Trotta

    Piwo Kazimierskie

    Zaszufladkowano do kategorii Festiwale polskie | Otagowano , , , | Dodaj komentarz