Takie kino i Cieszy(n), 20. Przegląd filmowy Kino Na Granicy / Hranicy, Cieszyn, 27 kwietnia – 3 maja 2018

Festiwalowy medal! Muszę przyznać, że lubię takie festiwale – kameralne, jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne w innym miejscu. Nawet pisząc ten artykuł zastanawiam się, czy powinnam go zakwalifikować do „festiwali polskich” czy może „zagranicznych”?

Polska strona medalu

Decyzja zapadła – festiwale polskie, a to z trzech powodów. Po pierwsze, w czasie wydarzenia czułam się jak w domu, co zawdzięczam zarówno atmosferze festiwalowej, jak i zaznanej w Cieszynie gościnności. Po drugie, nadrobiłam kilka polskich zaległości filmowych, z którymi niechlubnie żyłam od czasu festiwalu w Gdyni. Po trzecie wreszcie – trzeba przyznać – przebywałam częściej po polskiej stronie rzeki Olzy i nie wydałam ani jednej czeskiej korony, a to wielka szkoda.

Częstsza obecność po rodzimej stronie, kiedy „zagranica” znajduje się tuż na drugim brzegu rzeki, miało pewne powody. Sekcja polskich filmów na festiwalu w Cieszynie prezentuje się rewelacyjnie – program wypełniony jest najnowszymi autorskimi produkcjami i tymi, które już miały swoją premierę w kinach, ale są świetną okazją do nadrobienia zaległości lub ponownego zobaczenia ekranowych ulubieńców. W tym roku można było zobaczyć: „Najlepszego” Łukasza Palkowskiego, „Ptaki śpiewają w Kigali” Joanny Kos Krauze, „Twojego Vincenta” Doroty Kobieli i Hugh Welchmana, „Sztukę kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” Marii Sadowskiej, „Twarz” Małgorzaty Szumowskiej, „Wieżę. Jasny dzień” Jagody Szelc i wiele innych. Ilość filmów i wspomniane zaległości przypominają o bogactwie rodzimej kinematografii oraz o tym, że nie da się wszystkiego zobaczyć, nawet na jednym festiwalu.

Najnowszym filmom towarzyszą retrospektywy: reżyserów (w roku 2018 – Krzysztofa Zanussiego), a także aktorów, a to dzięki osobie dyrektora programowego Łukasza Maciejewskiego (autora trzech tomów „Aktorek” – książek-wywiadów z najwybitniejszymi polskimi aktorkami). W tym roku bohaterką retrospektywy aktorskiej została Danuta Stenka, która przyjechała do Cieszyna, by spotkać się z festiwalową publicznością.

Zdecydowanym plusem festiwalu jest obecność artystów po projekcjach oraz możliwość dyskusji z nimi. Nad Olzę przyjeżdżają nie tylko reżyserzy, ale też aktorzy i inni twórcy, a rozmowy z nimi prowadzone są przez popularnych dziennikarzy i krytyków. Ich wizyta jest również niepowtarzalną okazją do poznania polskiej kinematografii przez Czechów, którzy chętnie przychodzą na te pokazy. Prezentacja polskich filmów, nawet kilka miesięcy po premierze ma więc swoje logiczne uzasadnienie. Parafrazując znane  przysłowie – nie ma tego polskiego, co by na dobre nie wyszło.

Czeska strona medalu

Lustrzanym odbiciem polskiej strony festiwalu jest program z filmami czeskimi. Również tam znajdują się najnowsze produkcje i retrospektywy (w 2018 roku – Ivana Trojana i Jana Hřebejka). Zagraniczna formuła jest też rozszerzona o słowackie akcenty, co wskazuje na historyczną pamięć o Czechosłowacji. W bieżącym roku zaprezentowano kilka filmów zgrupowanych w sekcji Najlepsze scenariusze Słowacji, a także najnowsze produkcje słowackie. Organizatorzy cieszyńskiej imprezy jako jedyni w Polsce oferują tak rozbudowany przegląd kinematografii sąsiednich państw, a festiwal jest niepowtarzalną okazją do zapoznania się z nią, zgłębienia jej estetycznych i tematycznych kierunków. Nie ma w Polsce wielu okazji do zobaczenia czeskich czy słowackich filmów na wielkim ekranie, stąd w Cieszynie można spotkać niemalże wszystkich filmoznawców specjalizujących się w tym temacie. Dla nich to nie tylko okazja do kultywowania własnej pasji, ale przede wszystkim możliwość spotkania i dialogu z twórcami zza Olzy.

Skoro Olza stanowi symboliczną granicę dwóch krajów i zarazem miast, nie można nie wspomnieć o – kultowych już – pokazach plenerowych / transgranicznych nad rzeką. Miejsca siedzące znajdują się po czeskiej stronie, natomiast ekran po polskiej. Gdy zapada zmrok, cichną odgłosy rozmów, spożywania napojów wysokoprocentowych, a w powietrzu unosi się już tylko woń palonej konopi indyjskiej (bo przecież po czeskiej stronie większa przychylność!), rozpoczyna się projekcja. Prezentowane są starsze filmy i zazwyczaj czeskie lub słowackie, Choć kwietniowo-majowe wieczory potrafią być chłodne, atmosfera naprawdę podnosi temperaturę ciała.

Podium

Przegląd filmowy Kino na Granicy w tym roku obchodził swój dwudziesty jubileusz. Na Gali Otwarcia odtworzono znany przebój Macieja Kossowskiego „Dwudziestolatki” – i słusznie, gdy przed festiwalem jeszcze długa przyszłość, „siódme niebo”. Przede wszystkim, warto zaznaczyć, że przegląd ma wyrobioną pewną linię programową, niespotykaną na innych festiwalach, towarzyszą mu rozmaite wydarzenia, wystawy, organizatorzy dbają o utrzymanie pozytywnej atmosfery, którą wieńczą wspólne wieczory w klubie festiwalowym – Browarze Zamkowym Cieszyn, gdzie odbywają się koncerty.

Swoją formułą – małomiasteczkowością, podziałem administracyjnym rzeki, artystyczną atmosferą – naturalnie kojarzy się z Festiwalem Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym, ale jego zdecydowana linia programowa wyróżnia go i decyduje o jego wyjątkowości. Do tego wszystkiego termin majówkowy imprezy, pogranicze polskiego i czeskiego Cieszyna sprawia, że Kino na Granicy odbywa się w wyjątkowym miejscu i pod tym względem jest bezkonkurencyjny

Ta podwójna formuła festiwalu zdecydowanie się sprawdza, bo sale choć nie są wypełnione po brzegi to jednak trudno w nich znaleźć wolne miejsce. Wśród studentów znajdziemy młodych ludzi, studentów, seniorów, zarówno z Polski, jak i Czech, naukowców, twórców filmowych. Dowodzi to odczuwalnej potrzebie wydarzenia jednoczącego publiczność oraz dwa państwa, będącego kulturalną, ekonomiczną i turystyczną iskrą dla obu miast.

Z resztą gołym okiem widać, że Kino na Granicy służy zacieśnianiu relacji polsko-czeskich. Serdeczne uśmiechy i uściski organizatorów polskich i czeskich, obecność tłumaczy na pokazach i naturalność, z jaką wspólnie z dziennikarzami prowadzą poprojekcyjne spotkania sprzyjają miłej atmosferze. Widać, że jest to wydarzenie tworzone w duchu przyjaźni – bez uprzedzeń, stereotypów i bez granic.

Prawdziwy Czech śpiewa, gdy sobie podje.

Jak zawsze w czasie wojaży festiwalowych, warto zadbać o potrzeby nie tylko duchowe, ale też cielesne. Na szczęście, przerwy między poszczególnymi seansami są wystarczająco długie, a miejsca festiwalowe są rozlokowane blisko siebie, zatem spokojnie można zwiedzić okoliczne bary i kawiarnie. Na obiad polecam Bar Mleczny Zapiecek lub restaurację Głęboki Talerz (w obu miejscach można zjeść na zewnątrz, w promieniach majowego słońca). Natomiast na kurtuazyjne wyjście warto zahaczyć o nieco droższą Winiarnię u Czecha, gdzie serwują dania kuchni czeskiej. Na kawę i deser obowiązkowym punktem na mapie jest absolutnie klimatyczna kawiarnia Kornel i przyjaciele, gdzie już sam literacki wystrój przyciąga. Pełno w niej książek, maszyn do pisania, bibelotów. Jej patronem jest Kornel Filipowicz – powojenny pisarz, wieloletni partner Wisławy Szymborskiej, przyjaciel Tadeusza Różewicza, dla którego Cieszyn miał szczególne znaczenie. W kawiarni panuje przyjemny dla wrażliwości artystycznej nastrój, a kawa smakuje wręcz wybornie. Nie dziwi więc fakt, że kawiarnia jest partnerem festiwalu.

Pamiętajcie, że dwudziestolatki lubią nie tylko kino!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Festiwale polskie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *