Festiwal Transatlantyk w Łodzi, 14-21 lipca 2017 roku

Tegoroczny Festiwal Transatlantyk w Łodzi zorganizowano szumnie pod hasłem Siła Kobiety. Na Gali Otwarcia zjawiło się wielu artystów, podczas Kina Kulinarnego gotowali wybitni kucharze, w kinach wyświetlono filmy z najlepszych festiwali, wreszcie – zakończenie uświetniono obecnością aktora Edwarda Nortona. Wszystko super, tylko… Dlaczego Łodzianie nadal nie chcą wejść na pokład Transatlantyku?

Zadomowienie

W tegorocznej edycji Transatlantyku, drugiej w Łodzi, dało się dostrzec bardziej śmiałe zagarnięcie przestrzeni miejskiej. W wielu zakątkach Łodzi widniały bilbordy; w Pasażu Schillera rozstawiono kino łóżkowe (Łóżkotekę) – cieszące się ogromną popularnością widzów; przed Pasażem, od strony ulicy Piotrkowskiej, zaaranżowano miejsce dla kawiarni/baru z codziennym menu; festiwalowy klub Spaleni Slońcem na OFF Piotrkowskiej przyozdobiono zawieszkami z logo festiwalu; ulotki i programy dosłownie unosiły się w powietrzu, wiedzione lipcowym podmuchem wiatru. Dzięki temu czuć było atmosferę festiwalową, w świadomości przechodnia ulicy Piotrkowskiej wgryzał się fakt, że oto obok dzieją się ciekawe wydarzenia kulturalne.

Istotną zmianą, w porównaniu z rokiem poprzednim, było przeniesienie centrum festiwalowego z Kina Helios do Multikina Silver Screen, które znajduje się w sercu miasta. Tam odbywały się wszystkie seanse, ale istotnymi miejscami były też EC1 Miasto Kultury, ulica Piotrkowska, Muzeum Kinematografii, Teatr Nowy i Teatr Wielki. Wszystko, na szczęście, w bliskich od siebie odległościach, co gwarantowało uczestnikom możliwość uczestniczenia w kilku wydarzeniach w ciągu dnia. Z budynkiem EC1 jest też tak, że Transatlantyk oswoił tą nową na mapie Łodzi przestrzeń – to znaczy udostępnił ją dla ludzi z zewnątrz. W czasie festiwalu w EC1 odbywały się pokazy filmowe, warsztaty edukacyjne, a także Kino Kulinarne i bankiety, które w postindustrialnych, łódzkich wnętrzach wypadały wręcz przepysznie. Wieczory wieńczyły spotkania w klubie Spaleni Słońcem, który osobiście uważam za jeden z lepszych pubów w Łodzi.

Należy zaznaczyć, że twórcy festiwalu, dużego przedsięwzięcia na skalę Polski pod względem finansowo-organizacyjnym, rozpoczęli współpracę z mniejszymi partnerami, których wydarzenia mają już stałą pozycję w łódzkim kalendarzu. Mam na myśli tutaj ekipę z Festiwalu Kamera Akcja, która poprowadziła spotkanie o krytyce filmowej i wręczała nagrodę, oraz Fotofestiwal, którego tegoroczna sekcja filmowa znalazła ponowny wydźwięk w sekcji Docs Transatlantyku. Mam nadzieję, że ta współpraca będzie długodystansowa i owocna dla wszystkich. Poza tym, o czym rzadko się wspomina, Fundacja Transatlantyku aktywnie działa cały rok i finansuje mniejsze projekty kulturalne (np. poprzez Mikrogranty).

Siła kobiety i urok Nortona

Transatlantyk w 2016 roku poczynił zmiany wewnątrzorganizacyjne i jego Dyrektorem Artystycznym została Joanna Łapińska, wcześniej współpracująca z Festiwalem Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Zmiana, jak przekonywali organizatorzy, miała służyć uproszczeniu sekcji filmowych oraz kontynuacji idei festiwalu sprowadzającego do Łodzi światowe kino artystyczne. Efekt? Rzeczywiście, program stał się czytelny i sekcje były konsekwentnie przypisane do poszczególnych sal kinowych. W sekcji Panorama pojawiły się najbardziej warte uwagi filmy 2017 roku, pokazywane na wielu światowych i prestiżowych festiwalach (Dunkierka Ch. Nolana, Lato 1993 C. Simony, Nocne życie B. Afflecka, Pięćdziesiąt wiosen Aurory B. Lenoir i inne), Docs (wśród nich dokumenty Beksińscy. Album wideofoniczny M. Borchardta czy Whitney: być sobą? N. Broomfielda i R. Dolezal), konkurs polskich krótkich metraży, debiuty mistrzów i aż trzy zbliżenia: na twórczość Lucrecii Martel, Barbary Sass i Edwarda Nortona. Obok nich jeszcze – Kino klasy b i inne szaleństwa, Łóżkoteka i Kino Kulinarne. Było więc w czym wybierać, a programerzy festiwalu zafundowali nam aż 55 premier. Sowicie wypełniony program rzeczywiście opiewał w warte uwagi tytuły, jak Lato 1993 czy Ciambra J. Carpignano, ale zdarzały się też filmy słabsze (dla mnie Intruz L. di Costanzo czy Casting N. Wackerbartha).

Tak czy inaczej, uważam że konsekwentnie realizowano program pod egidą głównego hasła Siła Kobiety, które, w przeciwieństwie do neonowych sloganów, subtelnie przyświecało każdej projekcji. Nie każdy film poruszał temat kobiet (jak choćby wspomniany powyżej Ciambra, który dotyczy świata przede wszystkim męskiego), nie w każdym odnajdywano mocne role kobiece. Prowadzi to do wniosku, że psychologicznie przemyślanych, pełnokrwistych i ważnych ról kobiecych rodem z filmów Margarethe von Trotty jest ciągle za mało i dobrze, że festiwale o takiej renomie zwracają uwagę na tę problematykę. W tegorocznej edycji nie znalazłam ulubionej bohaterki, natomiast świetną i przenikliwą rolę dziewczęcą zbudowano w Lato 1993 (Laia Artigas jako główna bohaterka, Fida).

Twórcy festiwalu z pewnością zasługują na laury wdzięczności za zaproszenie światowej sławy aktora Edwarda Nortona i organizacji spotkania z jego udziałem (1000 bezpłatnych wejściówek na to wydarzenie rozeszło się w… 3 minuty!). Ludzie przyjechali z całej Polski, by móc uczestniczyć w spotkaniu, obok mnie siedziała dziewczyna choćby z Gdańska. Master class z udziałem aktora odbyło się w Teatrze Wielkim w Łodzi i organizacyjnie, z wyjątkiem lekkiego opóźnienia, odbyło się bez zarzutu. Bardzo dobrym pomysłem było zaoferowanie dziennikarzom możliwości fotografowania i rejestrowania spotkania przez pierwsze 15 minut. Po tym czasie odgłos migawek ucichł. Po długiej rozmowie prowadzącego, Michała Oleszczyka, z Edwardem Nortonem, publiczność miała szansę bezpośrednio zadać pytanie aktorowi. Z widowni padło około pięciu pytań, na które gość udzielił wyczerpującej odpowiedzi. Ponad dwugodzinne spotkanie zakończyło się wielkimi i zasłużonymi oklaskami dla Nortona. Zagorzali fani, w tym ja, czekali jeszcze na wyjście aktora z teatru – nikomu nie udało się otrzymać autografu, ze względu na pośpiech gościa, ale Edward serdecznie nam pomachał.

Edward Norton

Edward Norton

Kurtyna w górę!

Transatlantyk rozpoczęto huczną Galą Otwarcia w Teatrze Wielkim, na której Dyrektor PISFu Magdalena Sroka, przekonywała, że kino polskie żarzy się energią kobiet, zaś Prezydent Łodzi, Hanna Zdanowska, potwierdziła, że Łódź jest kobietą. Zgrabne metafory słowne nawiązywały do hasła przewodniego festiwalu, które stało się nie tylko mottem artystycznym, ale też społeczno-politycznym. Galę Otwarcia poprowadził Dyrektor Festiwalu, Jan A. P. Kaczmarek, a wyreżyserowała Maria Sadowska, która poprowadziła też jeden z punktów programu. Gala aż wrzała od energii płci pięknej – uświetniono ją koncertem orkiestry symfonicznej Transatlantyk Symphony Orchestra pod batutą charyzmatycznej dyrygent Moniki Wolińskiej. W muzycznej podróży towarzyszyli grupa czterech świetnych perkusistek oraz chór Vivid Singers. Najważniejszym punktem programu było Wielkie Czytanie Kobiet, w czasie którego Marysia Sadowska, Joanna Kos Krauze, Zofia Wichłacz, Joanna Klimas, Agnieszka Żulewska, Justyna Wasilewska, Katarzyna Herman, Katarzyna Bonda i Sylwia Chutnik czytały fragmenty książek światowych pisarek. Niektóre zdania zapadały w pamięć, w tym jedno, powtarzane niczym mantra, „nikt nie rodzi się kobietą, każdy rodzi się człowiekiem”, jednak większość była po prostu niesłyszalna i momentami niezrozumiała. Dziwią te niedociągnięcia, gdy większość występujących to zawodowe aktorki. Dodatkowym utrudnieniem estetycznym był, w mojej opinii, zbędny ruch sceniczny, przejścia i rozwijanie szarf. I choć akompaniament muzyczny wypełniający przerwy pomiędzy czytaniem bezinwazyjnie wpłynął na odbiór, to całość pozostawiła mnie z myślą, że – jednak – wspólne czytanie powinno odbywać się w wielkim skupieniu.

Galę zamknięcia potraktowano już z mniejszym rozmachem. Poprowadzili ją ponownie Dyrektor Festiwalu oraz Marysia Sadowska, repertuar muzyczny zapewnił zespół Kwadrofonik. W czasie gali rozdano nagrody, a gościem specjalnym był również Edward Norton, który uraczył publiczność dłuższym wystąpieniem i podnoszącą na duchu przemową o roli sztuki w społeczeństwie. Szczególne zainteresowanie publiczności wzbudziła „sztafeta”, w której wystąpili uczestnicy konkursów kompozytorskich. Sztafeta polegała na graniu przez każdego muzyka akompaniamentu do krótkometrażowego filmu animowanego. Młodzi adepci muzyki zmieniali się bezproblemowo co trzy minuty i świetnie dostosowywali dynamikę gry do aktualnej emocji na ekranie. Wszyscy zostali nagrodzeni gromkimi brawami, a na twarzach publiczności malował się wyraźny podziw, co również daje impuls do myślenia o dalszej drodze festiwalu.

Gala w Teatrze Wielkim

Gala w Teatrze Wielkim

Wracając do pytania pierwszego, dlaczego wobec Transatlantyku powstają różnorodne zarzuty – odpowiedź jest z pozoru tylko prosta. Kontrowersje wzbudziło ogromne dofinansowanie z Urzędu Miasta Łodzi, dla którego Fundacja Transatlantyku przeniosła siedzibę i festiwal z Poznania właśnie do centrum Polski. Wobec tego powstają oczekiwania i złośliwości mieszkańców, a ich weryfikacja jest zero-jedynkowa: teraz albo nigdy. Spokojnie, chce się rzec. Już na przestrzeni dwóch edycji widać ogromną zmianę na lepsze i myślę, że tegoroczni goście udowodnili, że Transatlantyk warto zatrzymać w Łodzi. Choć czasami na salach kinowych prześwitywały pustki, to w zamian na wydarzenia dodatkowe uczęszczały tłumy – na Łóżkotekę zabrakło biletów jeszcze przed oficjalnym otwarciem, na spotkania kulinarne dedykowane dzieciom nie było już biletów, a na warsztaty „Siła kobiety – mocne i słabe strony” obowiązywała lista rezerwowa. I to są już sukcesy.

Co z tą muzyką?

„Transatlantyk Festival w Łodzi to artystyczna platforma, która poprzez muzykę i film tworzy silniejsze związki między społeczeństwem, sztuką i środowiskiem, inspiruje dyskusje na aktualne tematy społeczne.” – czytamy na oficjalnej stronie internetowej. Rzeczywiście, organizatorzy nie boją się podejmować dyskusji, ryzykować, integrować, sprawdzać. W tegorocznej edycji zabrakło mi jednak muzyki. Jak to możliwe? W programie znalazł się przecież i koncert Jeana-Michaela Bernarda, francuskiego kompozytora, i spotkanie z Janem A. P. Kaczmarkiem. Ale w całym tym filmowym zgiełku, brakuje mi branżowości i ukierunkowania właśnie w stronę kompozytorów filmowych. Niestety, konkursy kompozytorskie odbywają się z samego rana, co nie daje szansy na uczestnictwo w nich osobom pracującym (słuchaczom, oczywiście). Być może, zamiast warsztatów dedykowanych producentom i dystrybutorom (tegoroczny Lodołamacz), warto wykorzystać autorytet Dyrektora Transatlantyku, zdobywcy Oskara za muzykę, i pokusić się o organizację kursu dedykowanego kompozytorom filmowym. Z pewnością, byłyby to jedyne tego typu warsztaty odbywające się na festiwalu filmowym na arenie Polski. Wzmocnienie akcentu „kompozytorskiego” skutkowałoby również wyróżnieniem Transatlantyku na tle innych, równie i bardziej prestiżowych festiwali polskich oferujących widzom współczesne kino artystyczne.

***

Festiwal Transatlantyk trwał od 14 do 21 lipca 2017 roku w Łodzi. Oczywiście, nie wszystko jest jeszcze precyzyjnie dopracowane, ale Transatlantyk jest przecież festiwalem młodym. Zarówno organizatorzy festiwalu, jak i samo miasto, mają wiele do zaoferowania uczestnikom z Polski i zza granicy. Czas na dokładną weryfikację efektów przyjdzie być może na dziesięciolecie.

Galerię djęć z Festiwalu Transatlantyk znajdziecie na Facebooku:
https://www.facebook.com/pg/pufilmfestival/photos/?tab=album&album_id=1216755058428439

Ten wpis został opublikowany w kategorii Festiwale polskie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *