Festiwal Anima w Brukseli

Bruksela to europejskie zagłębie komiksu, zaś Łodzianie graffitti mogliby się uczyć właśnie od Belgów. W okolicach budynków najwyższych instytucji europejskich, z czego Bruksela przecież słynie, można znaleźć wiele zabawnych, refleksyjnych i – przede wszystkim – perfekcyjnie wykonanych murali. W takiej aurze, brukselski festiwal dedykowany filmom animowanym po prostu „siada”.

Flagey, frytki i kino

Festiwal Anima, czyli The Brussels Animation Film Festival, odbywa się co roku w centrum kulturalnym Flagey. Flagey to także ruchliwy plac, przy którym znajduje się kino, mnóstwo sklepów, kawiarni i restauracji. Ja dodatkowo miałam szczęście trafić na sobotni lokalny rynek wypełniony belgijskimi specjałami, owocami morza i kwiatami. Mieszkańcy Brukseli radzą turystom, by belgijskie frytki kupować tylko w sprawdzonych miejscach. Ale jak znaleźć sprawdzone miejsce w przeciągu paru dni? Po kolejkach. Na Flagey znajdziecie budkę z świetnymi frytkami i z bardzo długą kolejką. Jak ją zobaczyłam po raz pierwszy, pomyślałam, że wrócę za godzinę. Po godzinie była jeszcze dłuższa.

Frytki na Placu Flagey

Sposób na rozpoznanie dobrego jedzenia, jest też sposobem na festiwal. Jak są kolejki po bilety, to znaczy, że warto tu być, a frekwencja na Animie nie rozczarowała. Formuła festiwalu zgrabnie łączy w sobie animacje skierowane do widza dorosłego, jak i te dla dzieci. Nie dziwi więc fakt, że w sobotę najliczniejszą widownią były rodziny z dziećmi. Centrum dodatkowo dostosowało swoją wewnętrzną infrastrukturę do klienta. W środku znajdywała się kawiarnia, DJ z muzyką, sklep festiwalowy (zaopatrzony głównie w filmy i książki), stoisko z naleśnikami (za 3 euro, ale następnego dnia kosztowały już 3,5) – czego tylko ciało zapragnie, gdy już nasyci się dusza. Postanowiłam się rozgościć.

Centrum Flagey

Program, przyznaję, sowicie wypełniony dobrymi pozycjami, niestety, dostosowany przede wszystkim do widza belgijskiego. Filmy wyświetlano w dwóch wersjach językowych – francuskiej i holenderskiej, filmy z angielskimi napisami pokazywano dopiero późnym południem. Również wiele wydarzeń branżowych odbywało się w języku francuskim, bez tłumaczenia na język angielski. Przed siedemnastą nie było sensu przychodzić na film. Do kina natomiast tak, ponieważ wejściówkę należało odebrać wcześniej, jeśli jeszcze była. Nie należy mieć pretensji, wszak festiwal w swojej nazwie wyraźnie podkreśla krajowe ukierunkowanie na widza.

Anima - plakaty

Jeśli film animowany, to najlepszy

W programie znalazło się kilka Oskarowych nominacji – Mam na imię Cukinia (gdzie w kuluarach szeptano, że to Oskarowy pewniak), The red turtle, Vaiana (Oskar 2017 dla filmu animowanego) oraz takie produkcje jak Sausage Party czy Lego Batman. Obok bloku konkursowego krótkich metraży (Best of Shorts), znalazło się miejsce dla rodzimych produkcji It’s Belgian. Mnie szczególnie zainteresowało Gusto Italiano, czyli panorama animacji krótkometrażowych ze słonecznej Italii.

Anima - na scenie

O filmach napiszę krótko. Tylko część z nich zapada w pamięć ze względu na historię lub formę realizacji. Dla mnie zagadkowym filmem była bułgarska animacja Travelling country Ivana Bogdanova, ze względu na obraz przemocy i nawiązanie do narodowej metaforyki Bułgarii (poprzez wykorzystany motyw konia). Widzowie z kolei nagrodzili Blind Vaysha Theodore’a Usheva, animację krótkometrażową nominowaną do tegorocznego Oskara. Historia skupia się na pięknej dziewczynie o imieniu Vaysha, o której rękę stara się wielu mężczyzn. Dziewczyna jednak cierpi na przypadłość, na skutek której na jedno oko widzi tylko przeszłość, na drugie zaś przyszłość. Zrealizowana w stonowanej kolorystyce brązów, beżu, historia niczym piaskiem malowana, wzrusza i angażuje widza. Warto jeszcze wspomnieć o surrealistycznym Love, które zrealizowała Réka Bucsi – to, najprościej pisząc, historia łączenia się w pary przez gatunki zamieszkujące pewną planetę.

Jury postanowiło wyróżnić Nagrodą Specjalną hiszpańską animację wyreżyserowaną przez Alberto Vazqueza Decorado. Czarno-biały, autotematyczny obraz nawiązujący do schizofrenicznej wizji świata zaplanowanego, na który pojedyncza jednostka nie ma wpływu, nie był moim faworytem, ale trzeba przyznać, że humor przypadł do gustu widowni siedzącej na sali. To z Decorado szczególnie zapada w pamięć obraz „syreny” – kobiety o ludzkich nogach i głowie ryby.

O nagrodzonych filmach, przeczytacie tutaj:
Filmy nagrodzone na festiwalu

Ja swoje faworyty odnalazłam w panoramie animacji włoskich. Czarno-biała produkcja Confino Nico Bonomolo to połączenie historii Latarnika Sienkiewicza i Cinema Paradiso Tornatore. Aktor, na skutek niefortunnego żartu politycznego, zostaje wywieziony na wyspę, na której ma pełnić służbę latarnika. Gdy lampa zatrzymuje się na chwilę, on upatruje w tym szansę do artystycznej ekspresji. Drugą animacją była również mocno autotematyczna produkcja Ossa w reżyserii Dario Imbrogno – to próba podejrzenia drewnianej lalki w czasie ćwiczeń choreograficznych, w czasie których towarzyszy jej lampa, aparat i ludzka ręka.

Polskie akcenty

W sekcjach konkursowych znalazły się też rodzime produkcje, przede wszystkim nagradzana już animacja Renaty Gąsiorowskiej Cipka. Obok niej, Belgowie mieli również szansę zobaczyć: Gyros Dance (reż. Piotr Loc i Hoan Ngoc), Wyjdę z siebie (reż. Karolina Specht), Debiut (reż. Katarzyna Kijek), Kosmos (reż. Daria Kopiec) oraz Sprawę Moczarskiego (reż. Tomasz Śliwiński).

Jako ciekawostkę dodam, że w gazecie dystrybuowanej przez centrum kulturalne Flagey znalazłam obszerny artykuł o Andrzeju Wajdzie (w związku z wchodzącym na ekrany kin filmem Powidoki) oraz, ku miłemu zaskoczeniu, informację o retrospektywie filmów Waleriana Borowczyka.

Gazeta

Artysta i rzemieślnik

Życie festiwalowe kwitło w głównej mierze w kinowym foyer – gdzie czas umilała muzyka i lawirujące neony. O ile osoby francuskojęzyczne szybko się poznawały (ponieważ stanowiły większość), to integracja osób anglojęzycznych przebiegała we własnym zakresie.
Tym razem, zamiast uskuteczniać integrację, postanowiłam wyruszyć poza granice placu Flagey – w końcu do godziny 17, zanim zaczynały się produkcje z angielskimi napisami, miałam sporo czasu.
Krążąc po mieście, zrozumiałam frekwencyjny sukces festiwalu, na który przyjechałam. Wszak festiwal oprócz tradycyjnej promocji poprzez plakaty, informacje prasowe i internetowe, nie prowadził dodatkowej kampanii. A ludzie wręcz dobijali się na seanse. Belgowie – po prostu – lubią grafikę w każdej postaci. W mieście jest naprawdę dużo księgarni dedykowanych samemu komiksowi, ściany budynków pokrywają murale, w zasadzie każde miejsce na tę formę sztuki jest dobre – drzwi samochodowe, roleta okienna czy skrzynka elektryczna.

Murale w Brukseli

The Art Project

Druga sprawa to fakt, że w świadomości Belgów uznanie przyznaje się rzemieślnikom. Podkreślane jest to w wielu zabytkach miasta – na Grande Place każdy dom dedykowany jest określonemu zawodowi. Również na miejskim zegarze widnieją figury odpowiadające poszczególnym rzemieślnikom. To w Brukseli znajduje się jedno z najsłynniejszych muzeów poświęconych instrumentom muzycznym oraz sztuce ich tworzenia. Dowodzi to temu, że precyzja może być nie tylko szwajcarska.

Zegar

Brukselę dobrze się zwiedza przede wszystkim dlatego, że w mieście obowiązuje zasada – budynki stojące obok siebie mają być w tym samym stylu. Architektoniczny eklektyzm jest tam prawnie odrzucany. Dowiedziałam się również, że zabytkowej ruiny nigdy nie można zburzyć – należy zachować oryginalna fasadę i na jej bazie wyremontować lub zbudować od środka nowy budynek. Gdy znajdujemy się w dzielnicy nowoczesnej (głównie w okolicy ważniejszych siedzib europejskich), to czujemy ten industrializm na 360 stopni.

Modern art

Gdy wchodzimy w starszą dzielnicę, to wszystkie budynki nawiązują do tego stylu (dominującym stylem Brukseli jest Art Nouveau). Rzadko się zdarza, by za architektonicznym zabytkiem znalazła się modernistyczna bryła, choć są takie miejsca.

Anima i coś więcej
Festiwal Anima w Bruskeli dedykowany jest przede wszystkim francuskojęzycznym miłośnikom Animacji. Organizatorzy dbają o wysokiej jakości program wypełniony produkcjami, które znajdziemy też na polskich festiwalach, a nawet w polskich kinach. Festiwal warto odwiedzić, ponieważ jest on też dobrym pretekstem do zwiedzenia Brukseli, znanej głównie z siedziby Unii Europejskiej. A odnajdziemy w tym mieście znacznie więcej (wizualnej) przyjemności.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Akcja Animacja, Festiwale zagraniczne i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *