Gramy, maestro! – koncert Ennio Morricone w Krakowie

Kiedy odbywa się koncert niepodważalnego autorytetu muzyki filmowej, Ennio Morricone (2 Oscary, ponad 500 produkcji z jego muzyką w dorobku), oczekiwania są wysokie. Uciekłam z pracy, przejechałam 260 kilometrów po to, by posłuchać jego muzyki na żywo. Czy organizacja była na równie wysokim poziomie, co sama muzyka?

Tauron Arena w Krakowie wdzięcznie powitała kompozytora wyświetlając godzinę przed rozpoczęciem koncertu wielki napis: Witamy w Krakowie Maestro Morricone! Niczym latarnia morska dla przybywających, wskazywała gdzie media, melomani i miłośnicy klasyki filmowej powinni zwrócić swoją uwagę.

Pomimo korków przy wjeździe na teren Tauron Areny, ku mojemu zdziwieniu, sala nie była pełna. Na najwyższych (i najtańszych) rzędach znalazło się kilkadziesiąt wolnych miejsc. Z jednej strony, dziwiły te pustki na sali – co prawda, ostatni koncert Morricone w Polsce odbył się w 2016 roku, ale jest to światowej sławy i nieczęsty gość. Z drugiej jednak, koncert zaplanowany na poniedziałkowy wieczór był dedykowany głównie mieszkańcom Krakowa. Tylko prawdziwi pasjonaci mogą sobie pozwolić na długą podróż z innego miasta, by posłuchać dwugodzinnego koncertu, następnie wrócić do domu lub zostać w mieście korzystając z urlopu. Inna sprawa, to cena biletów, które do najtańszych nie należały. Ale to jest też kwestia priorytetów. W żaden sposób nie oceniam, wskazuję jedynie możliwe przyczyny braku maksymalnej frekwencji. Niewielkie pustki na sali nie zmniejszyły poziomu ekscytacji wśród publiczności, wręcz przeciwnie – atmosfera była podniosła, na twarzach widać było wsłuchane spojrzenia melomanów.

Koncert rozpoczął się punktualnie i wedle tradycji: wejściem chóru, wejściem orkiestry, następnie wejściem solistów. Na końcu gromkimi brawami przywitano kompozytora, który po ukłonie, rozpoczął dyrygowanie.

Bardzo dobrze zaplanowany muzyczny harmonogram trzymał w napięciu do samego końca. W programie pojawiły się utwory z filmów Giuseppe Tornatore (Cinema Paradiso), Sergio Leone (Dobry, zły i brzydki; Pewnego razu na dzikim zachodzie), Rolanda Joffe (Vatel, Misja) H2S, Miłosny krąg, Czerwony namiot oraz jednego z ostatnich filmów Nienawistna Ósemka Quentina Tarantino. Pod dyrygenturą maestro zagrała Czeska Narodowa Orkiesta Symfoniczna.

W muzycznej podróży Morricone wokalnie towarzyszyła Susanna Rigacci (włoska sopranistka szwedzkiego pochodzenia, rocznik 1960), wieloletnia muzyczna partnerka, z którą Morricone koncertował już wiele razy. Utwór L’estasi dell’oro (ang. The ecstasy of gold) w jej wykonaniu to prawdziwie muzyczna uczta, która obnaża geniusz Morricone w każdym aspekcie. Linia wokalna, orkiestra, chór – wszystkie elementy doskonale ze sobą współbrzmiały. Przyjemny muzyczny dreszcz, przypominający efekt szarpanej struny, przebiegał po plecach kilkukrotnie, z pewnością nie tylko moich. Lekkość, z jaką śpiewaczka osiągała wysokie tony oraz szczerość, z jaką śpiewała, są godne uznania – nie było w tym nic z narcyzmu czy poklasku, jedynie czyste, pełne dźwięki.

Koncert E. Morricone

Król jest nagi – chce się rzec. Tak, jak słyszeliśmy na filmach, tak samo brzmi na żywo. Koncert sam w sobie był bardzo klasycznym wydarzeniem, organizowanym wedle schematu obowiązującego w filharmonii. Żałuję jedynie, że sam Morricone ani razu nie odezwał się do publiczności i ten brak interakcji był dla mnie dużym minusem. Chciałabym usłyszeć, co sam maestro ma do powiedzenia, bo choć widziałam kilkanaście wywiadów, to usłyszeć jego przywitanie na żywo byłoby przyjemnym dopełnieniem. Komentarz jednak musiał wydawać się zbędny, ponieważ poszczególne tytuły pojawiały się na telebimach rozmieszczonych po obu stronach sceny. Muzyka nie potrzebuje komentarza – rzekliby co niektórzy. Ale to tylko jedna z teorii. Wedle innej, koncert to okazja do bardziej bezpośredniej relacji z twórcą. Zaś współczesna jego forma, to show. Morricone tą drogą nie idzie. Zamiast anegdot i neonów proponuje to, co ma do zaoferowania – ot, czystą muzykę, niezapeszoną niczyim słowem.

Ennio Morricone
60 YEARS OF MUSIC WORLD TOUR
Koncert odbył się 6 lutego, 2017 r.
w Tauron Arenie w Krakowie.

P.S. Dla tych, co czują ten sam brak – zobaczcie „powitanie” na Youtube:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Podróże filmowe i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *